Urzad Miejski Strzelno Wyszukiwane słowo:


Licznik odwiedzin
6245853
od 02 marca 2005



Orkiestra Dęta Ochotniczej Straży Pożarnej w Strzelnie » Aktualności

Kronika 2010

Kronika 2010

Styczeń

    Doczekaliśmy 2010 roku, szczególnego bo 45 lecie orkiestry zwiastującego (zresztą tyle już dat powstania zdążyliśmy przypieczętować jubileuszem, że jedna w tą lub w tamtą nie zawadzi). Jednak 1965 rok jest poświadczony (choć skromnie) źródłowo (co trudno powiedzieć o innych pojawiających się tu i ówdzie datach powstania). Mamy więc nadzieję, że wspomniana data będzie ostateczna i odtąd tylko od niej jubileusze będziemy liczyć. A oto lista członków orkiestry z którymi w wyżej opisany (jubileuszowy) rok wkraczamy:

  1. Adrian Mikołajczak – obój

  2. Agnieszka Bukowska

  3. Arek Mikołajczak

  4. Adam Szymański – klarnety

  5. Paulina Maliszewska

  6. Estera Jasińska – saksofony alt

  7. Dominika Paluszak

  8. Olga Wróblewska

  9. Rafał Nowak

  10. Dorota Sochacka

  11. Mateusz Kosiorowski – trąbki

  12. Maciej Mączyński

  13. Michał Banasik – barytony

  14. Piotr Barczak

  15. Łukasz Kalczyński

  16. Daniel Borkowski – puzony

  17. Łukasz Ślesiński – tuba

  18. Bartek Kubiak – bas gitar

  19. Krzysztof Wrzesiński – Perkusja

  20. Michał Ignaczak – instrumenty perkusyjne

    To oficjalna lista członków stałych, ale są i rzadziej u nas widziani (ale zawsze to członkowie) zgodnie z regulaminem orkiestry muzycy powoływani. A w tej liczbie: Krzysztof Bukowski, Włodek Walkiewicz czy Wiesia Hyży. Są też nasi dobrzy znajomi z Inowrocławia którzy jak mogą to zawsze wspomogą . A wśród nich Oliwia Matykiewicz, bracia Maciej i Marcin Kędzierscy czy dawno już u nas nie widziany a przez bardzo serdecznie przyjęty (na nowo) Andrzej Kortas. Z tą całością dzielnie wkroczył w Jacek Jackowski nasz kapelmistrz.


21 stycznia


    Orkiestra jak co roku zagrała pod pomnikiem wdzięczności z okazji wyzwolenie Strzelna spod najeźdźcy hitlerowskiego. Szczególnie zapamiętaliśmy z tego grania tęgi jak w 1945 (co potwierdzają kombatanci) mróz.

Luty

    Mróz ciągle trzyma na szczęście grań ni ma – mówi stare przysłowie orkiestrowe.
Czas spożytkowaliśmy na próby (bo dużo w tym jubileuszowym roku różnorodnych grań), snucie planów (gdzie by to się nie wyjechało) i dopinanie szczegółów dotyczących obchodów jubileuszowych (o czym na bieżąco będziemy pisać – jak dojdą do skutku).


Marzec

 6 Marca

    W tym roku trochę wcześniej niż zwykle odbyło się sprawozdawcze zebranie naszej jednostki. Sprawnie poprowadził obrady i naszą orkiestrę kapelmistrz Jackowski. Skład orkiestry standardowy (na zebranie czasami lubiono powoływać „wzmacniających” muzyków) należy jednak odnotować występ z orkiestrą od dawna w niej nie widzianego stałego naszego inowrocławskiego współpracownika i oddanego druha Andrzeja Kortasa.

Kwiecień

3 kwietnia

    Ta Wielka Sobota zapisała się czarnymi zgłoskami w dziejach naszej orkiestry. Po południu dostaliśmy wiadomość, że umarł nasz kapelmistrz pan Roman Hyży. To wydarzenie to koniec pewnej epoki i choć trzeba zespół prowadzić dalej to już nie tak samo jak dotychczas. Piszemy to w imieniu starszych członków orkiestry i choć ich niewielu teraz grających, to rękę pana Romana czuje się w orkiestrze do dziś. Już nawet nie chodzi o sposób prowadzenie orkiestry, dobór repertuaru czy jakieś czysto techniczne sprawy bo one uległy zmianie. Zamknął się rozdział obopólnej wymiany myśli, szacunku za lata jego pracy z naszej strony a zainteresowania naszymi dokonaniami ze strony naszego kapelmistrza. Choć orkiestra taka zmieniona i personalnie i repertuarowo to zawsze pozostanie pan Hyży właśnie „Naszym Kapelmistrzem” dopóki choć jeden z jego wychowanków grać w zespole będzie. Na miejscu będzie teraz przypomnienie w całości opublikowanej w tygodniku „Pałuki” (z redakcyjnymi skrótami) biografii muzycznej pana Romana napisanej w lutym jako jeden z artykułów z okazji 110 – lecia naszej jednostki OSP. Oto jego treść

Roman Hyży

    Z pewnością wielu wielbicielom orkiestr dętych  znana jest postać  Romana Hyżego. Warto jednak bliżej przyjrzeć się temu muzykowi i wieloletniemu kapelmistrzowi , który całe swe serce i umiejętności włożył w rozwój Orkiestry Dętej OSP w Strzelnie. Roman Hyży urodził się …02.1929 roku w Woli Kożuszkowej. Jego talent muzyczny zaczął objawiać się już od najmłodszych lat. Zresztą nie ma się co dziwić bo tradycje muzyczne w jego rodzinie dały się zauważyć, choćby w osobach jego starszego brata Edwarda, który został zawodowym muzykiem- trębaczem w orkiestrze wojskowej czy brata Kazimierza, który pięknie śpiewał i grał na gitarze. Edukować się muzycznie w przedwojennej odradzającej się po długoletniej niewoli Polsce nie należało do łatwych rzeczy. Jednak determinacja młodego entuzjasty muzyki pozwoliła mu zacząć naukę gry na trąbce w szkolnym zespole prowadzonym przez Kazimierza Woźnieckiego. Co ważne była to nauka gry z nut co okazało się nieocenione w późniejszym czasie. Wojna brutalnie przerwała rozwój tak dobrze zapowiadającego się talentu. Ważne jednak było, że często dramatyczne przeżycia wojenne (szczególnie przymusowa praca w Puszczy Kampinoskiej)  nie zatrzymały chęci muzykowanie i już w 1946 roku Roman Hyży mógł dalej pogłębiać swą edukację muzyczną po wstąpieniu jako 17-letni ochotnik do wojska. Tam postanowił po namowie wspomnianego już wyżej brata zawodowego żołnierza pójść w jego ślady i pozostać w wojskowej orkiestrze, grając w niej na trąbce, tubie i saksofonie. Była to orkiestra reprezentacyjna Pomorskiego Okręgu Wojskowego w Bydgoszczy. Z tej orkiestry w grupie pięciu wyróżnionych trafił na jakiś czas do Orkiestry Reprezentacyjnej w Warszawie. Ponownie wrócił do Bydgoszczy gdzie zaczął pełnić funkcje tamburmajora. Właśnie z tych czasów  pochodzi jego zaznajomienie z muzycznymi tajnikami pracy z orkiestrą, którą to umiejętność w późniejszym czasie z nawiązką wykorzystał. Od 1952 do 1956 roku pełnił służbę w Wojskowej Szkole Politycznej w Łodzi. Jak daty wskazują były to bardzo ciężkie czasy dla polityki i ogólnie rzecz biorąc,  będąc jednak muzykiem w orkiestrze działającej przy tej szkole o złowróżbnej nazwie można było przez swe zaangażowanie  bez reszty w służbie muzyki  na politykę mniej zwracać uwagi dbając głównie o  rozwój swego talentu a mniej zajmując się politycznymi (choć zapewne w owej szkole ciągle obecnymi) sprawami . W 1956 roku (może właśnie ze względów politycznych) orkiestrę rozwiązano i Roman Hyży  po krótkim ponownym  pobycie w orkiestrze bydgoskiej  trafił w 1958 roku do cywila nie widząc  jako starszy kapral (a wyższego stopnia jako orkiestrant wówczas nie mógł mieć) możliwości rozwoju życiowego (słabo płatna praca) jak i muzycznego (pod groźbą sankcji dyscyplinarnych trzeba było grać tylko w swej macierzystej orkiestrze i nigdzie indziej). W 1959 ożenił się i osiadł w Strzelnie. Stał się od razu i ze względu na muzyczne  wykształcenie a też na wysokie umiejętności w grze na saksofonie (co jak wiadomo niekiedy w parze z teoretyczna wiedzą z zakresu muzyki nie idzie) rozchwytywanym muzykiem na różnego typu imprezy rozrywkowe potocznie zwane „chałturami”. Choć nazwa może mylić nic one jednak nie miały (przynajmniej w czasach o których piszemy) wspólnego z bylejakością i nie profesjonalizmem. Ówczesny muzyk weselny (chałturowy) musiał się wykazać umiejętnością grania z nut, które sam (ze słuchu!) musiał sobie napisać (nie było bowiem co marzyć o wydawnictwach nutowych). Posiadać musiał  tytaniczną wręcz kondycję (grano wtedy głównie utwory instrumentalne) co jest nie lada  umiejętnością szczególnie w grze na dętych instrumentach. Z takimi umiejętnościami nietrudno być zauważonym przez kolegów po fachu z Orkiestry Dętej OSP, która od połowy lat sześćdziesiątych w Strzelnie zaczęła działać. Za namową kapelmistrza Bernarda Koteckiego przystąpił do niej i od razu dał się poznać jako fachowiec z branży dętego muzykowania a jego cenne uwagi wydatnie wpływały na podniesienie poziomu artystycznego zespołu. W 1979 roku za namową wówczas działających władz hufca ZHP w Strzelnie objął po E. Olejniku kapelmistrzostwo  w Orkiestrze Harcerskiej działającej przy Zbiorczej Szkole Gminnej. Tu dopiero mógł rozwinąć swój talent i umiejętności także organizacyjne. Obok bowiem codziennej pracy w nauczaniu  (praktycznie sam od zera kształcił dzieci które chciały grać), zdobywał  i dostosowywał materiał nutowy, instrumenty i mundury dla zespołu. Trzeba tu podkreślić, że była to praktycznie jedyna w ówczesnym bydgoskim województwie dęta orkiestra szkolna z tak małego miasteczka  posiadająca co za tym idzie w składzie tak młodych (bo większości ze szkół podstawowych) członków. Nie było mowy oczywiście aby porównać ją z takimi tuzami młodzieżowego orkiestrowego grania jak Orkiestra Zespołu Szkół Elektronicznych  z Bydgoszczy czy Orkiestra Technikum Leśnego z Tucholi, niemniej zespół prezentował  całkiem dobry i to widocznie z każdym rokiem podnoszony poziom muzykowania. Uznanie dla zespołu prowadzonego przez Romana Hyżego znalazło wyraz w organizowanych pod koniec lat osiemdziesiątych właśnie w Strzelnie przez parę lat z rzędu  przeglądach Szkolnych Orkiestr Dętych jak i w wojażu zagranicznym orkiestry do Turyngii wtedy w granicach tworu (a raczej potwora) państwowego, który miano NRD nosił. Nic więc dziwnego, że po odejściu kapelmistrza Koteckiego właśnie do Romana Hyżego zwrócono  z prośbą o prowadzenie Orkiestry OSP, której to szefem w 1987 roku został. Należy też przed zagłębieniem się w opis lat sukcesów wspomnianej orkiestry odnotować krótki ale świadczący o wielkim zaufaniu do jego umiejętności epizod prowadzenia orkiestry przy parafii św. Trójcy w Strzelnie (która została rozwiązana po zmianach politycznych 1989 roku – po co bowiem orkiestra kościelna jak strażacka na wszystkich uroczystościach kościelnych oficjalnie już grać mogła). Choć pierwsze miesiące po objęciu kierownictwa orkiestry strażackiej  nie były łatwe bo z dawnego jej składu zostało mało  muzyków, to wytężona praca w szkoleniu młodzieży dała  doskonałe wyniki już po dwóch latach, czyli w 1989 roku kiedy to orkiestra odniosła swój pierwszy w historii znaczący sukces czyli pierwsze miejsce na przeglądzie Wojewódzkich Orkiestr Dętych  OSP w Sępólnie. Jeśli do tego dołożyć kolejne sukcesy na przeglądach wojewódzkich czyli pierwsze miejsca w Strzelnie (1992), Łabiszynie (1994) i Nakle (1995) oraz największy (nigdy nie powtórzony) sukces – pierwsze miejsce na przeglądzie międzywojewódzkim we Wronkach (1994) co dało awans do pierwszego występu orkiestry na Przeglądzie Ogólnopolskim w Chodzieży (1995), to bez wątpienia mamy tu potwierdzenie wielkiej pracy, zaangażowania i odniesionego przez kapelmistrza sukcesu. Niestety ze względu na stan zdrowia w 1995 roku zrezygnował on z dalszego prowadzenia orkiestry OSP. Jego dzieło jest w jednak w jakiś sposób kontynuowane przez następców czyli piszącego te słowa i Jacka Jackowskiego, którzy są jego wychowankami jeszcze z czasów orkiestry harcerskiej. Bardzo też mimo tego, że nie jest już czynnym kapelmistrzem cieszy fakt jego obecności na różnego rodzaju oficjalnych i nieoficjalnych imprezach i spotkaniach związanych z naszą orkiestrą a czasami nawet dyrygowanie zespołem kiedy tylko jest okazja i zdrowie pozwoli (co niech trwa jak najdłużej). 

    Te ostatnie zdanie brzmi szczególnie boleśnie w wyżej opisanych okolicznościach. Pewnie to tak zawsze po śmierci jakiejś bliskiej osoby jest żal że jej się już nie zobaczy , ale chyba jeszcze większy, że nie zdążyło się jeszcze zrobić dla tej osoby tylu rzeczy. Widzieliśmy jakie choroba w ostatnich latach a szczególnie miesiącach straszne postępy robi w jego organizmie. Może należało więcej się tym interesować i choćby w jej przeżywaniu mu towarzyszyć. Może zapraszanie pana Romana tylko na większe imprezy i uroczystości orkiestrowe to było o wiele za mało. To przecież nie tylko o orkiestrę chodzi ale kto wie czy nie przede wszystkim o nasz stosunek do człowieka. Nic już nie zrobimy, nie naprawimy, nie zmienimy. Pozostał żal (nieudolnie) wyrażony przez kapelmistrza Barczaka w mowie pożegnalnej nad grobem „Naszego Kapelmistrza” którą  tu przytaczamy

    Stojąc dziś nad trumną pana Romana Hyżego nie chciałbym mówić o jego zasługach dla rozwoju ruchu muzycznego w naszym mieście, zostało to bowiem zawarte w artykułach o jego działalności napisanych w związku z 110 – leciem Straży Pożarnej w Strzelnie które w tym roku obchodzimy. Chcę krótko powiedzieć o dwóch innych rzeczach które dla nas blisko z nim związanych są tak samo ważne jak jego działalność muzyczna. Pierwszą z nich jest kształcenie muzyczne młodych ludzi, któremu od końca lat siedemdziesiątych kiedy to przejął prowadzenia orkiestry międzyszkolnej był oddany. Z dumą wielu z nas tu zgromadzonych może przyznać, że pan Roman był ich pierwszym nauczycielem trudnej sztuki gry na instrumentach dętych. Przez wiele lat sam od podstaw kształcił wszystkich członków zarówno międzyszkolnej jak i później strażackiej orkiestry. Jednym z dowodów na ogrom pracy, który wykonał jest to że kiedy wraz z kolegą Jackiem Jackowskim przejmowaliśmy po nim kierowanie orkiestrą OSP, była ona w pełnym rozkwicie i to złożona z małymi wyjątkami wyłącznie jego uczniów. Kto zetknął się kiedykolwiek z amatorskim zespołowym muzykowaniem wie jaką jest trudna sztuka kierowania orkiestrą młodzieżową i jakie cechy charakteru powinien posiadać ją prowadzący. Mogę jako od wielu lat członek orkiestr przez pana Romana prowadzonych z całą pewnością stwierdzić, że przez cały czas w sposób godny podziwu wypełniał swoje obowiązki będąc wymagającym ale wyrozumiałym, znającym możliwości uczniów ale konsekwentnie dążącym do celu kapelmistrzem orkiestry i instruktorem gry.

Drugą i chyba najważniejszą rzeczą jest to jakim był człowiekiem. Już sama dziś na jego pogrzebie grających kolegów z Mogilna, Inowrocławia czy innych miejscowości a także całego grona strażaków z naszej jednostki świadczy jak o tym jak bardzo go wszyscy szanujemy. Wiadomo że życie orkiestrowe na samych graniach się nie kończy to także wiele czasu spędzonego na wspólnych wyjazdach, spotkaniach czy uroczystościach. Bez otwartości, życzliwości i oddaniu prowadzącego zespół z pewnością nie przetrwał by on długo. Cechy które wymieniłem z pewnością charakteryzowały naszego kapelmistrza i takiego właśnie wszyscy go zapamiętamy. Zapewniamy, że zawsze żywy będzie w naszych wspomnieniach zarówno kiedy rozmawiać będziemy o okresie kiedy prowadził orkiestrę jak i kiedy mimo swego szwankującego zdrowia zawsze jak tylko mógł( ostatnio na początku marca)  spotykał się z nami na różnych oficjalnych i mniej oficjalnych imprezach związanych z orkiestrą. Jaka to szkoda, ze już do nas w straży pożarnej pan Roman nie odwiedzi, że nie porozmawiamy z nim o różnych sprawach kiedy to spotkaliśmy się z nim na ulicach naszego miasta. Jedno jest pewne i o tym zapewniamy, że nie zapomnimy ile dobrego nasz kapelmistrz dla nas zrobił i jakim był dla nas człowiekiem, po prostu naszym mistrzem i przyjacielem.

Pozostanie tylko echo tych słów i wspomnienia w naszych sercach. Wyrazimy jeszcze żal grając „Pieśń żałobną” specjalnie na pogrzeb napisaną. Pogadamy przy poczęstunku dla orkiestr przygotowanym. Może jeszcze uda się, że złożony tuż przed śmiercią pana Romana przez nas wniosek do Rady Gminy o przyznanie Honorowego Obywatelstwa naszego miasta zostanie zaakceptowany. Może przyjdą dla niego odznaczenia z Warszawy i Bydgoszczy, o które się staraliśmy. Ale on już w tym udziału brać nie będzie. Spoczywaj w pokoju Panie Romanie.

15 kwietnia

    Brzemienny smutkiem mieliśmy kwiecień tego roku. Dziewiątego pożegnaliśmy naszego kapelmistrza p. Romana Hyżego a data następnego dnia przejdzie do historii jako tragedia narodowa. W tak żałobnych okolicznościach uczestniczyliśmy w obchodach 70 rocznicy mordu katyńskiego na naszym cmentarzu. Wykonana wtedy a skomponowana właśnie na uroczystości żałobne naszego kapelmistrza „Pieśń żałobna” nabrała dodatkowo tragicznego i ogólnonarodowego charakteru a przez to stała się naszym wkładem w uczczenie ofiar katastrofy.

24 kwietnia

 Na ten dzień zaplanowano VI Pielgrzymkę Strażaków na Jasną Górę. Byliśmy na V , równe 5 lat temu. Teraz wraz ze 160 innymi orkiestrami i niezliczona rzeszą druhów i sztandarów jednostek zgromadziliśmy się na Błoniach Jasnogórskich. Pielgrzymka ta mimo ze nieuchronnie przy takiej liczbie uczestników naznaczona jest w pewnym stopniu populizmem, fanfaronadą, ale daje też (czemu zaprzeczyć w żadnym stopniu nie można) możliwość poczucia jedności z całą strażacka bracią w wspólnym jakże wzniosłym celu z jednej strony ratowania życia ludzkiego a z drugiej (co jest domeną orkiestry) ubogacania jego czy nawet powodowania radości w czasie występów. Wszyscy z pewnością jakieś miłe wspomnienia z niej wyniosą. Należy podkreślić niezwykłą wprost karność i czasową (prawie bez spóźnień) i alkoholową (widziano ponoć tylko jednego członka orkiestry, który z resztą przy samym końcu pielgrzymki wypił 1/słownie: jedno/ piwo. Warto tez przytoczyć spostrzeżenia organizacyjne które mogą stać się cennymi radami przy wyjeździe na VII pielgrzymkę lub podobnego typu spotkania. Oto one:
1)      Przy takiej liczbie uczestników organizatorzy nie są w stanie opanować organizacyjnie całego przedsięwzięcia dlatego wszelkie wskazówki dotyczące czasu, miejsca występu, ustawienia orkiestr czy repertuaru należy traktować z dużą dozą umowności (choć oczywiście nie należy ich zaniedbywać),
2)      W wypadku niedopełnienia przez orkiestrę jakiegoś punktu wyznaczonego we wcześniej przesłanym przez organizatorów programie ( np. spóźnienie,  ustawienie nie w tym miejscu które wcześniej wyznaczono) należy zachować daleko idący spokój i mieć na uwadze to że takie przedsięwzięcia to nie np. pielgrzymki papieskie gdzie nawet mysz nie przeciśnie się po wyznaczonym czasie z sektoru do sektoru. Po prostu zawsze się jakieś miejsce dla orkiestry znajdzie a spóźnienie (oby go nie było) rzadko kto zauważy,
3)      Należy w miarę możliwości zaopatrzyć się w prowiant na cały dzień bo wstęp do jadłodajni przy wzgórzu jasnogórskim bywa utrudniony a i one same wcale nie koniecznie na wykarmienie ewentualnych klientów nie nastawione a w większości na pozostawienie przez nich jak największej sumy pieniędzy niezamożnej braci strażackiej. W drodze powrotnej także na skorzystanie z punktów restauracyjnych nie ma co liczyć bo zawsze się zdarzy że któraś grupa przed nami tam wjedzie,
4)      Ze względu na zmienna w każdej chwili aurę należy wyekwipować orkiestrę zarówno (na wypadek upału) w napoje chłodzące jak i (na wypadek deszczu) w przeciwdeszczowe płaszcze lub tym podobne.
5)      Ważną rzeczą jest karność już na miejscu grania więc w miarę możliwości należy trzymać jak najdłużej szyk orkiestrowy a unikać masowego jej legania. Jednak względy zdrowotne liczą się przede wszystkim więc kto może niechaj stoi, kto nie może niech legnie (byle nie za długo).        

 


 

Redaktor:

Piotr Łuczak

Ilość wyświetleń:

3035

Źródło:

Piotr Barczak

Ostatnia zmiana:

2010-05-12 07:50:31

Utworzony:

2010-03-12 13:41:35

Historia zmian


Sputnik Software