Urzad Miejski Strzelno Wyszukiwane słowo:


Licznik odwiedzin
6245818
od 02 marca 2005



Organizacje pozarządowe » Towarzystwo Miłośników Miasta Strzelna

Kolejne dzieło cmentarnej kwesty
 

Rewitalizacja grobu patrioty
    
To już trzecia mogiła, jaką zdołaliśmy uratować od niechybnego zapomnienia, a co za tym idzie od zniszczenia i to znowuż dzięki hojności strzelnian. Zapewne, gdyby nie zrobiła tego ręka ludzka, uczyniłby to czas. Po grobie-pomniku burmistrza Bolesława Pinkowskiego, czworobocznej charakterystycznej steli przodków po kądzieli doktora Jakuba Cieślewicza, rodziny Augustynowiczów, przyszedł czas na kolejne miejsce pamięci, mogiłę Aleksandra Jacoba. Po jego śmierci „ten symboliczny pomnik” ufundowali przyjaciele, ze zbiórki i ofiarności społeczeństwa Strzelna. Jej stan w ostatnim czasie był fatalny, szczególnie stan metalowego, liczącego sobie ponad 100 lat ozdobnego płotka. Ażeby przeprowadzić tą misterną, wręcz koronkową robotę starych dziewiętnastowiecznych mistrzów kowalstwa artystycznego, potrzeba było podobnych im ludzi. Znalazło się dwóch, cierpliwych, znających fach kowalskich z opowiadań, mieszkańców naszego miasta, którzy podjęli się wykonania tej jakże żmudnej i precyzyjnej roboty. A są nimi członkowie zarządu TMMS-u panowie Heliodor Ruciński i Krzysztof Rymaszewski. Dziadek pierwszego, Michał Bukalski był w październiku 1900 r. wykonawcą metalowo-ceglanego opłotowania cmentarza. Zapewne, już to za przyczyną przekazu genetycznego nasz kolega kwalifikował się do wykonawstwa niezwykle odpowiedzialnego zlecenia. W pomoc, niosąc poradę fachową oraz piaskowanie i lakierowanie elementów, włączył się przedsiębiorca strzeleński pan Ryszard Jaroszewski oraz właściciel firmy SANPLAST Wymysłowice pan Wiesław Podraza. Dziełem ich pracowników było przywrócenie pierwotnego wyglądu żeliwnej tablicy epitafijnej – praca została wykonana po mistrzowsku.
      Heliodor z Krzysztofem odtworzyli brakujące i skorodowane elementy metalowe w sposób precyzyjny, a przy tym z zachowaniem kanonów sztuki konserwatorskiej. Polakierowali i zmontowali opłotowanie. Cała praca wymagała cierpliwości, precyzji i ogromnego wysiłku. Udało się, wyszło wręcz znakomicie. Na zakończenie prezes TMMS-u wyjednał pomoc ze strony sekretarza UM pana Andrzeja Konieczki, który skierował dwójkę pracowników specjalizujących się w układaniu kostki brukowej. Efekt ich pracy możecie państwo podziwiać na strzeleńskiej nekropoli. Grób Jacoba znajduje się na początku alejki zmierzającej ku pomnikowi katyńskiemu, po jej prawej stronie.

Aleksander Jacob (1826-1895)

    Aleksander był synem Francuza i Polki. Ojciec, oficer Wielkiej Armii prowadzonej przez równie wielkiego cesarza Napoleona, dotarł aż pod Moskwę. Lecz niestety, rozgromiona w 1812 r. potęga napoleońska, goniona przez Rosjan resztkami sił wracała przez Polskę do Francji. Tutaj też, w Polsce, ranny kawalerzysta Mathurin Jacob pozostał. W Płocku kurował się z ran, a kiedy wyzdrowiał pozostał, osiedlając się w tym mieście. Wkrótce poznał piękną Polkę, z którą ożenił się. Był człowiekiem wykształconym, dlatego też został profesorem płockiego gimnazjum, słynnej wówczas tzw. Szkoły Wojewódzkiej w Płocku. Był nauczycielem języka francuskiego i łaciny (po śmierci spoczął na starym cmentarzu w Płocku, tzw. „Płockich Powązkach” i grób jego po dzień dzisiejszy na nim się znajduje). Aleksander urodził się 4 czerwca 1826 r. w Płocku, tutaj też uczęszczał do gimnazjum, w którym ojciec był wykładowcą. Przez cały okres siedmioletniej nauki należał do grupy najzdolniejszych, najpilniejszych i wybijających się uczni. Corocznie wyróżniany był nagrodami za wyniki w nauczaniu. Dla swoich zaś przymiotów, a szczególnie koleżeństwa był niezwykle lubianym. Po ukończeniu gimnazjum udał się do Warszawy by tam przy gimnazjum gubernialnym studiować na tzw. kursach prawnych, które istniały w latach 1840-1846. Były to studia dwuletnie i prowadzone na wysokim poziomie, po których można było zostać niższym urzędnikiem sądowym. Jak wiadomo w 1831 r. zawieszono działalność Królewskiego Uniwersytetu Warszawskiego i dopiero w 1862 r. Szkoła Główna była jego kontynuatorką w studiowaniu nauk prawnych.
    Chcąc się poświęcić służbie sadowej, odbył aplikację i mianowany został podpisarzem, następnie pisarzem w Sądzie w Tykocinie. Po złożeniu dalszych egzaminów został mianowany sędzią tegoż sądu. Z chwilą wybuchu powstania styczniowego włączył się w prace Rządu Narodowego – naczelnego organu władzy, działającego w okresie powstania na dawnych ziemiach Polski. Rząd ten powstał w nocy z 22 na 23 stycznia 1863 r. w wyniku przekształcenia Komitetu Centralnego Narodowego i był najwyższym organem wykonawczym w powstaniu styczniowym. Jako prawnik pracował w Wydziale Spraw Wewnętrznych. Zagrożony aresztowaniem ratował się ucieczką za granicę. Udał się wprost do Francji. Tam odszukał w archiwach szereg dokumentów dotyczących nieżyjącego już ojca, Mathurina Jacoba. Dla uniknięcia represji i dla zrealizowania myśli powrotu do Polski podjął starania przybrania obywatelstwa francuskiego, co w niedługim też czasie uczynił. Nie mógł wrócić do Królestwa, gdyż tam czekały go represje z zsyłką na Sybir włącznie. Z Wielkiego Księstwa Poznańskiego, czy Prus Zachodnich, jako poddany carski, byłby wydalony do Królestwa. Jedynym wybiegiem, by zamieszkać na byłych ziemiach polskich i uniknąć aresztowania, było przyjęcie obywatelstwa francuskiego. 
    Nękany tęsknotą do mowy ojczystej i do służenia sprawie narodowej wkrótce wrócił na ziemie polskie, obierając sobie za miejsce zamieszkania Prusy Zachodnie, a konkretnie powiat chełmiński. Zamieszkał w dobrach pani Wilkxyckiej, w których przyjęty został z niezwykłą życzliwością. Przez jakiś czas przebywał u niej w Wabczu, ale targany chęcią pracy na rzecz sprawy narodowej przeniósł się do Chełmna gdzie podjął pracę dziennikarską. Współpracował z miejscowymi gazetami, „Nadwiślaninem” do czasu przeniesienia redakcji do Torunia tj. do 1866 r., a następnie z tygodnikiem „Piast”.
    
Jak napisano przy prezentacji jego legatu testamentowego - Aleksander Jacob od 1863 r. nękany był pasmem zawodów, boleści, cierpień i pracą, którą wykonywał wbrew swoim zainteresowaniom, a te z kolei związane były z jego wykształceniem i zdobytą profesją w zawodzie prawniczym. Ale silna i szlachetna dusza jego nie uległa przeciwnościom życiowym, nie dał się złamać żadnym niepowodzeniom. Mimo cierpień i przykrości, którymi na co dzień był karmiony nie stracił miłości do ludzi. Nie chciał - jak donosił korespondent „Dziennika Poznańskiego” - by życie jego przeszło jak marny cień, myślał o maluczkich, których całą duszą umiłował.
    Nadarzyła się okazja. W Bożejewicach, na Kujawach koło Strzelna, rozwijające się dominium ziemskie Heleny z Kościelskich Potworowskiej potrzebowało wysoce wykwalifikowanego urzędnika. Sama pani Helena związana z wielce patriotycznymi rodami kujawsko-wielkopolskimi, zamieszkiwała w dobrach swego męża, Bolesława, w Kosowie (obecnie gm. Gostyń), w nowo wybudowanym przepięknym neogotyckim pałacu. Mało tego, nowocześnie funkcjonująca majętność prowadziła również stację doświadczalną. Tak więc, po rozeznaniu, że Aleksander Jacob, to wychodźca z 1863 r., a do tego prawnik pani Helena sama będąc patriotką, z ochotą zatrudniła byłego przedstawiciela Rządu Narodowego w bożejewickim dominium na etacie kasjera. Aleksander zamieszkał w oficynie dworskiej, mając do dyspozycji wygodne mieszkanie. W nim to, zgromadził pokaźne zbiory biblioteczne, które z ochotą udostępniał uczącej się młodzieży.
    Ostatecznie, znękany kilkunastoletnią pracą, rozgoryczony brakiem odpowiedniego towarzystwa, z każdym dniem gorzkniejący, złożył swój urząd i przeniósł się do Strzelna. Wdzięczna za wieloletnią i oddaną służbę, pani Helena Potworowska ufundowała Aleksandrowi Jacobowi emeryturę, która pozwoliła mu na godne dopełnienie żywota. W mieście Aleksander znalazł przyjaciół, szczególnie w osobach doktora Jakuba Cieślewicza i miejscowego adwokata i notariusza, Jana Kwiecińskiego.
    Jak czytamy w nekrologach zamieszczonych w „Dzienniku Poznańskim” i „Dzienniku Kujawskim”: Aleksander Jacob zmarł po długich cierpieniach 17 października 1895 r. w Strzelnie. Obydwie klepsydry podpisali dr Cieślewicz i Kwieciński. Zaś pogrzeb odbył się 20 października o godzinie 1630 na strzeleńskiej nekropolii przy ul. Kolejowej. W miesiąc później w kancelarii adwokackiej Jana Kwiecińskiego otworzono testament pozostawiony przez zmarłego. Z zaoszczędzonego grosza, który zebrał w ostatnich latach, przymierając nieraz z głodu, porobił legaty, którymi tak oto zadysponował (brzmienie oryginalne):

  1. Tysiąc pięćset marek na rzecz ubogich dzieci pochodzenia polskiego i wyznania rzymsko-katolickiego parafii strzelińskiej: odsetki od tego legatu przeznaczam w pierwszej linii na rzecz ochronki, jeżeli takowa w mieście Strzelnie dla ubogich dzieci katolickiego wyznania otwartą zostanie; jeżeli zaś otwarcie takiej ochronki nie nastąpi, na wsparcie takich ubogich dzieci w mieście Strzelnie. Zawiadowcą tego legatu ma być każdorazowy proboszcz katolickiej parafii przez władzę duchowną wyznaczony.

  2. Tysiąc pięćset marek Towarzystwu Pomocy Naukowej im. Ś. p. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Odsetki tego legatu przeznaczam na wsparcie młodzieńca z miasta Strzelna a w drugiej linii z powiatu strzelińskiego, poświęcającego się zawodowi przemysłowemu lub kupieckiemu.

  3. Moją bibliotekę przeznaczam dla Towarzystwa Przyjaciół Nauk w Poznaniu, dla Towarzystwa Przemysłowców w Strzelnie i Sokołów w Strzelnie. Podział tej biblioteki pozostawiam uznaniu egzekutorów testamentu, dr. Cieślewicza i mecenasa Kwiecińskiego w Strzelnie.

W tym samym czasie, kiedy otwierano testament Jacoba, jego egzekutorzy dr Cieślewicz i mec. Kwieciński podali do publicznej wiadomości, że zdołali zebrać ponad 24 marki na wzniesienie na mogile zmarłego nagrobka. Ofiarność mieszkańców musiała być znaczna, gdyż w roku następnym takowy w postaci metalowego płotka i żeliwnej tablicy epitafijnej postawiono na grobie bohatera, patrioty i dobroczyńcy – Aleksandra Jakoba.
    To samo opłotowanie wraz z tablicą zostało w tym roku poddane renowacji i uzupełnieniu o granitową kostką. Prace te wykonano dzięki ubiegłorocznej kweście cmentarnej, a podziwiali je również członkowie, w składzie kilkudziesięcioosobowym, Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Województwa Kujawsko – Pomorskiego, któremu przewodniczył Wicewojewoda Kujawsko-Pomorski Dariusz Kurzawa.




Redaktor:

Piotr Łuczak

Ilość wyświetleń:

3442

Źródło:

Marian Przybylski

Ostatnia zmiana:

2008-10-28 09:34:47

Utworzony:

2008-10-24 10:49:11

Historia zmian


Sputnik Software